Welcome to our website !

Niezbędne i najlepsze pędzle do makijażu (Mój must have)

Postanowiłam się podzielić z Wami moimi faworytami w kategorii pędzli do makijażu, ponieważ niektóre z nich są bardzo niedoceniane. Nie wiem, czy wynika to z aktywności konkurencji, czy po prostu mój gust jest nieco inny. Dajcie znać, czy macie podobnie!

Ulubieniec ulubieńców

Pierwszym pędzlem, który jest ulubieńcem moich wszystkich pędzli jest Inglot 13P.
  • Jest to pędzel, którym jestem w stanie wykonać cały makijaż oka, w sposób precyzyjny a jednocześnie zapewnić płynne przejścia między kolorami.
  • Doskonale nadaje się na dolną powiekę - pędzelki do kresek są dla mnie w tym celu zdecydowanie za wąskie. 
  • Dociera precyzyjnie do wewnętrznego i zewnętrznego kącika oka, czego nie robią tradycyjne pędzelki do nakładania cieni, ponieważ są zbyt szerokie.
  • Ma bardzo gęste włosie, dzięki czemu nabiera odpowiednią warstwę koloru. Szczególnie, jeśli zależy Wam na wyrazistym kolorze - jest niezastąpiony.
  • Gęstość włosia daje także odpowiedni poziom elastyczności, dzięki czemu jest sztywny  i delikatny zarazem.
  • Jest dobrej jakości: nie gryzie, nie wypada włosie, nie drapie, nie podrażnia. 


Pędzel do korektora

Mam tutaj na myśli głównie korektor w formie płynnej: zarówno rozświetlacz pod oczy, jak i punktowy, płynny produkt - w tym także bardziej kryjące podkłady (Dermacol, Dermablend). Moim ulubieńcem jest zdecydowanie: Ecotools Highlight. Nie wiem, czy producent właśnie taki Highlight miał w intencji, czy raczej rozświetlenie np. szczytów kości policzkowych, niemniej w roli pod oczy sprawdza się idealnie. Najlepiej nakładać go kolistymi ruchami. W efekcie mamy delikatną warstwę, brak smug, brak podkreślenia zmarszczek, niemal niewidoczny produkt, ale jednocześnie wystarczające pokrycie sinych i czerwonych miejsc. Dzięki niemu jakość (i tym samym cena) korektora ma mniejsze znaczenie.




Pędzel do różu/ bronzera

Nie jestem tutaj bardzo wybredna. Mam wrażenie, że dobrze sprawdza się każdy rodzaj pędzelka, który miałam okazję testować: od jajeczka i ściętego przez kabuki i pędzle do pudru, po pędzelki załączone do produktów. Ale najczęściej sięgam po Hakuro (na przykład ścięty pędzel do konturowania H24) - są wystarczająco precyzyjne, żeby nałożyć produkt w miejsca, w które chcemy, wystarczająco sztywne, by "przenieść" nałożony produkt, jak i wystarczająco miękkie, by granice były niewidoczne. Są też estetyczne i wygodne - dla mnie to też ma znacznie :) Ostatnio też moje serce kradnie pędzel z Sunshade Minerals - jest znacznie milszy, choć jednocześnie miękki i mało sztywny -  jeszcze potrzebujemy trochę czasu na ostateczną recenzję.



Pędzel do podkładu.

Nie jest niezbędny, bo palce są bardzo dobrym narzędziem do jego nakładania. Ale jeśli nie chcę brudzić rąk (nie jest to problem, jeśli mam pod ręką umywalkę) albo paznokci (niestety, nie wystarczy często mydło i szczoteczka) lub po prostu wykonuję makijaż na kimś innym, bardzo lubię flat topy, na przykład z Hakuro H51 i nie potrzebuję testować niczego innego. Stosuję go na 2 sposoby i w obydwu sprawdza się doskonale: 
  • stemplując, dzięki czemu warstwa lepiej stapia się ze skórą i jest trwalsza - przydatne na długie i/lub wieczorowe wyjścia 
  • wykonując ruchy koliste, co sprawia, że pory są mniej widoczne i nie ma mowy o smugach; sposób przydatny szczególnie, kiedy cieniuję twarz dwoma lub trzema odcieniami podkładu.


Pędzel do eyelinera.

Tutaj z kolei mimo szerokiego wachlarza posiadanych i wypróbowanych pędzli, wciąż czekam na swój ideał. Póki co jego rolę pełni pędzelek z Essence: podoba mi się, że jest relatywnie mały, wąski (by wykonać cienką kreskę), sztywny (dla lepszej kontroli) oraz wielofunkcyjny (jest doskonały do podkreślania brwi, szczególnie ich dolnej linii ciemniejszym cieniem). Nieco odmiennym typem jest pędzelek malarski o którym piszę w artykule: Pędzelki malarskie w makijażu


Pędzle do rozcierania cieni.

Cienie mogę nałożyć nawet palcem, ale roztarcie to ważny proces w którym warto zainwestować w pędzelek, który będzie z nami najlepiej współpracował. Tutaj niestety też wciąż poszukuję ideału, póki co prawie niezawodne są 2 pędzle Hakuro: H77 i H79. Mają jednak znaczącą wadę: dosyć szorstkie włosie. Nie chodzi o to, że jest zbyt sztywne, bo ten wymiar jest idealny do rozcierania, ale po prostu przy długim rozcieraniu nie jest przyjemnie. Podejrzewam, że tutaj miejsce czeka na Hakuhodo...



Jednocześnie  jestem w trakcie testów oraz czekam na dostawę nowych pędzli - zobaczymy, czy coś się zmieni! Niebawem też pojawi się post o zbędnych i najgorszych pędzlach do makijażu.

A jakie są Wasze typy? Proszę szczególnie o rekomendacje w kategoriach niezagospodarowanych  (szczególnie pędzelków do rozcierania cieni i eyelinera) ;) 



Butelkowa zieleń - KOBO





Cienie z Kobo są warte uwagi ze względu na dobrą pigmentację, wystarczająco drobne zmielenie, duży wybór kolorów i dostępność (większość z nas ma w pobliżu Drogerię Natura).  Jeszcze bardziej warte uwagi są wówczas, gdy ich cena jest promocyjna.



Większość kolorów, których potrzebuję mam już w swoich zestawach. Oczywiście nie znaczy to, że nie próbuję nowych - coż to byłaby za miłość do makijażu i kosmetyków! Jest jednak jeden odcień, którego ideału wciąż poszukuję: butelkowa zieleń.


Taki też kolor znalazłam i spełnił moje oczekiwania.  Jest to wdzięczny kolor, który jest równie uniwersalny, jak brąz, szary i granatowy, ale jednocześnie bardziej unikalny.

Jakość także jest zadowalająca. Od lewej efekt: bez bazy, roztarty, na mokro.


Poniżej makijaż, w którym podstawą był ten właśnie cień. Aby uzyskać efekt przydymienia, pojawiła się także nieco jaśniejsza zieleń (w załamaniu), czarny (przy linii rzęs) i biało- beżowy (przy łuku brwiowym). Metaliczne elementy mogą wynikać z pokładu, którym była  kredka Revlon.





Poniżej moja subiektywna ocena ważnych dla mnie cech dobrego cienia:

Skala: 1-6Ocena
Pigmentacja5
Kolor5
Aplikacja5
Osypywanie5
Po roztarciu3
Wydajność4
Trwałość4
Unikalność4
Dostępność5
Relacja do ceny4
Ogólna ocena4,4
RekomendacjaKupuj!

Podsumowując, produkt uzyskał ponad 4/6 punktów, co daje mu rekomendację: KUPUJ! - szczególnie w promocji!


Metaliczne masełko od Revlona - kredka do oczu High Dimension - Steel Flash

Jedną z moich ulubionych kredek do oczu jest Revlon High Dimension.



Pokazany kolor to 02 Steel Flash, czyli metaliczny, intensywny kolor. Pięknie odbija światło, nie ma w sobie chamskiego brokatu, drobinek - nic, co by się wyróżniało, osypywało, oddzielało lub po prostu wyglądało tanio lub kiczowato. Czyste, wyraźne piękno. 



Kredka jest tradycyjną kredką - do samodzielnego temperowania. Trzeba uważać, żeby temperować ją na krótko, bo jest tak miękka, że łatwo ją złamać. Poniżej przykład niefortunnego jej  potraktowania  i tym samym oddzielenia części - chociaż niegroźne, pokazuje, jakie to masełko. Dla mnie to wręcz cień w kremie w formie wygodnej do aplikacji zarówno na powiekę (jako cień samodzielny  - bez rozcierania lub z roztarciem, lub jako baza), jak i jako eyeliner (do wyrysowania pięknej linii na dolnej lub górnej linii rzęs, chociaż nie będzie to ekstremalnie cienka linia  - chyba, że nałożymy ją pędzelkiem).


Nałożona jedną warstwą na ciało daje jednolite, pełne pokrycie. Tutaj w porównaniu z podobnym produktem, chociaż oczywiście w zupełnie innym kolorze, który daje bardziej efekt mgiełki.


Pięknie się rozciera, wciąż pozostając zarówno intensywna, jak i metaliczna. Jest trwała i nie boi się wilgoci - widać to zarówno w starciu z wodą, jak i płynem do demakijażu. Nie rozmazuje się w trakcie noszenia - zastyga, więc nie odbija się na górnej powiece.


Na oku prezentuje się intensywnie, wielowymiarowo i obłędnie. Tutaj przygotowana jako baza do roztarcia. Pięknie wydobywa ciemne i średnio ciemne kolory. Cienie przyklejają się do produktu i nie osypują, przedłuża ich trwałość.


Podsumowując: bardzo polecam! Jedyna jej wada to dostępność. Możecie ją znaleźć głównie w sklepach internetowych, w cenie ...  od 3 zł do 30 zł. Ale warto polować! Jeśli znajdziecie w cenie poniżej 10 zł przy okazji zakupów, kupcie koniecznie!


Pędzelki malarskie w makijażu

W świecie makijażowym krąży plotka, że pędzelki malarskie świetnie sprawdzają się w makijażu, kosztując przy tym niewiele. Przy okazji wizyty w Empiku postanowiłam sprawdzić tę teorię.  Na wstępie już nie mogłam sprawdzić drugiej części teorii, ponieważ cena pędzelków malarskich to ok. 10zł, więc porównywalna do tańszych pędzelków do makijażu. W "zwykłym" sklepie z artykułami malarskimi ceny mogą być kilka razy niższe.

A jak z jakością?

Zakupiłam 4 pędzelki - z racji potrzeby i dostępnych kształtów zdecydowałam się na małe. Głównym przeznaczeniem miały być kreski i usta, stąd potrzebowałam czegoś twardszego.


Zakup spełnił moje oczekiwania! 2 z nich (czerwone z serii 9743) będące pędzlami płaskimi okazały się doskonałymi narzędziami do precyzyjnego makijażu. Numer 2 jest świetny do kresek: drobny, precyzyjny, sztywny, dobrze się z nimi pracuje. Z powodzeniem można także nałożyć nim kreskę cieniem - wychodzi wtedy cieniutka, uzupełniając w naturalny sposób przestrzenie między rzęsami, stając się przy tym niemal niewidoczna. Taka kreska jest więc pięknym, niewinnym oszustwem w stylu "no make up make up".



Drugi udany zakup to także pędzelek z czerwonej serii. Numer 6 jest idealny do nakładania produktów na usta. Pięknie wypełnia środek, ale dzięki swojej długości, kształtowi i sztywności, precyzyjnie pozwala wyrysować granice.



Obydwa pędzelki stały się moimi ulubieńcami w kategoriach. Jestem także zachwycona ich trwałością: nic nie wypada, nie rozkleja się, nie odkształca.

Dla beżowej serii (gold toray 97419) nie znalazłam zastosowania. Ścięty kształt sprawia, że trudno przejąć pełną kontrolę nad linią. Jest też nieco za krótki, by ułatwiać malowanie. Mimo, że użyte były kila razy, pędzelki widocznie się odkształciły.

Gold Toray Nr 2

Gold Toray Nr 4

Pędzelki malarskie także świetnie mogą się sprawdzić przy dekoracji paznokci: najmniejsze (i sztywne) do wzorków na paznokciach, wachlarzowe do ombre pędzelkiem (tutorial na moim kanale): Ombre pędzelkiem

A Wy, stosujecie pędzle malarskie do makijażu? Możecie jakieś polecić?

Niezwykły fiolet - Kobo Professional, Luminous Baked Colour - SWEET VIOLET


Jako posiadaczka brązowych oczu mam świra na punkcie fioletowych cieni.  Lubię jednak poznawać ich nowe wcielenia - jest ich nieskończona ilość. Dlatego skusił mnie cień wypiekany Kobo w kolorze Sweet Violet. 

W opakowaniu wyglądał obłędnie.


Producent nazwał kolor 306 Sweet Violet, deklarując, że jest to: "Cień wypiekany do stosowania na sucho i mokro. Pozwala uzyskać niezwykły efekt rozświetlenia i blasku". 
























W aktualnej promocji w Drogerii Natura został przeceniony o -50% z 19,99zł do 9,99zł, co daje 

przystępną cenę za pojedynczy cień.



























Pierwsze zetknięcie się z cieniem potwierdza piękny odcień, chociaż wydaje się być matowy i grubo zmielony. Budzi to obawę, że cień będzie się mocno osypywał i nierównomiernie nakładał swoje warstwy.



Pierwsze swatche -  od lewej: cień bez bazy, cień bez bazy roztarty, cień nałożony na mokro.
Wszystkie wydają się mieć podobny, jednowymiarowy odcień fioletu i różnią się tylko intensywnością.  Oczywiście w sposób oczekiwany: na korzyść cienia nakładanego na mokro i  niekorzyść cienia roztartego.


Czas na oko. Zaczynamy od położenia cienia na sucho, ponieważ producent deklaruje taką możliwość. Nakładam cień przy całkowitym braku makijażu. Efekt? Mizerny. Na oku wygląda raczej jak mgiełka koloru, w dodatku niejednolitego. Tam, gdzie kolor miał się czego przyczepić,  pozostały niebieskie, błyszczące elementy. Na gładkiej części powieki wpada bardziej w różowy odcień.

Fiolet w takim wydaniu podkreśla wszelkie sińce i niedoskonałości, jako makijaż zdecydowanie nie spełnia swojej funkcji upiększającej ani budzącej zainteresowanie. Do tego ilość osypanego cienia jest jedną z większych, z jakimi się spotkałam.


Jest to jednak cień wypiekany, czyli z kategorii, która pokazuje swoje piękno przy zetknięciu z wodą.  I tak też stało się tym razem. Cień nałożony na mokro to piękna mieszanka intensywnych fioletów: od wpadającego w róż matu, przez chłodny fiolet wpadający w niebieski, błękitne refleksy do srebrnego błękitu i metalicznego wykończenia. Efekt, który nie może się nie podobać. Jestem oczarowana!

Mała rada: im grubszą warstwę cienia nakładamy, tym bardziej perłowe i niebieskie są cienie na oku. Przy lekkiej warstwie i / lub roztarciu, wpadają bardziej w matowy w róż.

Mimo nakładania na mokro, część produktu osypała się. Warto więc korektor i podkład nałożyć po skończonym makijażu oka.





Na koniec przykład połączenia kolorów w makijażu - świetnie komponuje się z brązem i butelkową zielenią. Przy rozcieraniu granic kolor traci swoją magię, pozostawiając głównie wpadający w róż fiolet i drobinki. To samo niestety dzieje się już po godzinie noszenia cienia na powiekach. Baza także niewiele pomaga (test wykonuję bez bazy, ponieważ moim zdaniem dobry cień powinien dobrze sprawdzać się bez niej). Szkoda. 




Podsumowując wystawiam swoje oceny na wszystkich ważnych dla mnie wymiarach. Wysoko plasuje się dzięki unikalności i ponadprzeciętnemu kolorowi. Niestety osypywanie się, zachowanie po roztarciu i trwałość obniżają ocenę produktu.


Średnio więc produkt uzyskał 4 / 6 punktów, co daje mu rekomendację: Rozważ zakup! Polecam go osobom, które lubią niezwykłe kolory, nie boją się nakładania cieni na mokro a także często wykonują makijaże do sesji, kiedy trwałość ma mniejsze znaczenie niż fotogeniczność.
ROZWAŻ ZAKUP!


Jak zmyć brokat i trudne lakiery z paznokci?


Brokat na paznokciach i  eksperymentalne lakiery to zaskakujący efekt, ale niestety często też zaskakujący problem przy zmywaniu. Zmywając je w tradycyjny sposób, zmywamy lakier, pozostawiając cały brokat przyklejony do paznokcia (jak on to robi? przecież była pod nim baza!). Na szczęście jest bardzo prosty sposób, żeby tych problemów pozbyć się i bezboleśnie zmyć wszystko z paznokci. Wystarczy przytrzymać wacik z lakierem znacznie dłużej - nawet do 15 minut. Ale kto by tyle wytrzymał, zmywając każdego paznokcia? Na to też jest sposób! Wszystko znajdziecie w filmiku.

Potrzebować będziecie:

  • watę, waciki lub płatki do makijażu; dla oszczędności można je pociąć na mniejsze kawałki (tak, by zakrywały paznokieć z zapasem)
  • zmywacz do paznokci (polecam takie, które dodatkowo pielęgnują, aby podczas zabiegu pomagał paznokciom a nie im szkodził) 
  • folię spożywczą (jeśli nie macie, możecie użyć plastra, taśmy, itp.)
  • oliwkę - opcjonalnie (po zabiegu warto nawilżyć skórki, które były poddane działaniu zmywacza; ponieważ nie przepadam za efektem oliwki na paznokciach, używam olejku arganowego).


Zobaczcie, jakie to niewiarygodnie proste i efektywne!


Najpiękniejszy niebieski lakier - Essence Twins Reloaded Edward - recenzja

Najczęstsze pytania na moim kanale YT dotyczyły lakieru Essence Twins Reloaded Edward. Prawdopodobnie za sprawą magii koloru, który z jednej strony wydaje się być pięknym, intensywnym błękitem, ale jednocześnie widać w nim nutkę fioletu.

Produkt: Essence Twins Reloaded 01 Edward





Seria: 01 Edward jest tak naprawdę podkładem do duo, w którym lakier nawierzchniowy jest z brokatem (glitter topper). Kupuje się je jednak oddzielnie.  Bazy dostępne są także w kolorze 02 romeo (granat) i 03 carrie (róż).

Cena: poniżej 10 zł (ok. 7 zł)

Dostępność: Drogerie Natura, prawdopodobnie także Douglas

Pierwsze wrażenie: Zakochałam się w kolorze na półce sklepowej. W rzeczywistości na paznokciu okazał się jednak bardziej błękitny i intensywny. Dla mnie to po prostu inny lakier.


Kolor: Intensywny błękit z nutką fioletu.

Pigmentacja:  przeciętna. Minimum to 2 warstwy.

Sposób nakładania:  Trzeba uważać na skórki i malować z dala od nich (paskudnie je podkreśla, jeśli na nie najedziemy) oraz grubość warstwy (przy zbyt grubej warstwie robi bąbelki).

Trwałość: przeciętna. Bez top coat zaczyna odpryskiwać po 2 dniach (jest to oczywiście sprawa indywidualna).

Wydajność: jak większość lakierów, łatwiej jest go nie zużyć niż zużyć do końca; ze względu na dobrą pigmentację, można go stosować także jako dodatek w manicure ze zdobieniami, itd.

Dla kogo? Nowoczesny, młodzieżowy, ale fiolet dodaje klasy i tonuje  - dlatego tak naprawdę jest dla każdego. Zwłaszcza dla osób zakochanych w pastelach, które mają np. ukochaną miętę i poszukują błękitu, który byłby czymś więcej niż błękitem.

Podsumowanie: żałuję, że nie okazał się mniej intensywny i bardziej fioletowy (jak w opakowaniu), ale wciąż jest niespotykanym i ładnym kolorem i dla tego koloru warto go nabyć. Nie oczekując jednak od samej jakości produktu zbyt wiele - jest to po prostu przeciętny lakier w ciekawym kolorze.

Nude na dzień i wieczór - makijaż w brązach


Brązy i beże w makijażu to jak mała czarna w modzie - pasują na każdą okazję i nigdy nie przestaną być modne. Można nimi zrobić dzienny i wieczorowy makijaż. Oto moja propozycja.

  1. Kącik oka, przestrzeń nad załamaniem powieki oraz dolną powiekę (z ominięciem wewnętrznego kącika) przyciemniłam matowym brązem.
  2. Ruchomą powiekę (skupiając na środku) pokryłam złotym błyszczącym cieniem. 
  3. Wewnętrzny kącik oka rozjaśniłam matowym beżem.

 
   4.   Zagęściłam linię górnych i dolnych rzęs (zewnętrzny kącik od połowy oka) czarnym cieniem i roztarłam. W  wieczorowej wersji można pokryć linię wodną czarną kredką (także do połowy).

 
5. Opcjonalnie można dodać połówki sztucznych rzęs - aby makijaż wciąż wyglądał naturalnie, ale jednocześnie podkreślał kobiecość oka.



 Voila! Wersja dzienna:


I wersja wieczorowa:












Głęboki chłodny fiolet - kolorowy dzienny makijaż

Moja kolejna kolorowa propozycja, tym razem nieco bardziej stonowana  - tak, aby można ją było nosić także na codzień. 



Wystarczą tylko 4 kroki:
1. Fioletowy (najlepiej w chłodnym odcieniu) nakładam chmurką (dobrze rozcierając) powyżej załamania powieki oraz w wewnętrznym i zewnętrznym kąciku oka na górnej powiece.
2. Na środek ruchomej powiek nakładam biały, lekko perłowy cień. Opcjonalnie biały/ beżowy przykryty rozświetlaczem.
3. Fiolet  w wewnętrznej i zewnętrznej częsci oka intensyfikuję ciemno niebieskim (prawie granatowym) lub chłodno fioletowym cieniem.


4. Dolną powiekę pokrywam zieloną kredką, zielonym (trawiastym) cieniem lub jednym i drugim. Jeśli ma być to makijaż dzienny, można zieleń zastąpić brązem. Ja dodałam cieniutką linię tylko sygnalizując kolor, ale można poszaleć.


Do tego wybrałam usta nude  - w odcieniu chłodnego, jasnego różu.



Jak Wam się podoba taka propozycja? Chciałybyście więcej postów makijażowych na blogu?